niedziela, 21 kwietnia 2013
[Sehun - z dedykacją dla Yuki] 3 Piętra Do Miłości
- No puszczaj! - zapierałam się wszystkimi siłami.
- Nie ma mowy! Idziemy na policję! Nie będę tolerował kradzieży! - szedł tak szybko, że z trudem łapałam powietrze w płuca. Od jego uścisku, bolał mnie nadgarstek.
- Nie ukradłam ci tego portfela mówiłam ci! - jęczałam.
- Jasne, fakty mówią za siebie!
Minęliśmy dwie główne ulice miasta. Jako dosyć popularna gwiazda w Korei, musiałam zasłaniać twarz przed komórkami natrętnych dziewczyn.
- Odbiło ci! - krzyknęłam - Mówię ci! Znalazłam go przed wejściem do centrum handlowego i od razu chciałam go zanieść do informacji, ale skąd mogłam wiedzieć, że zaraz na mnie napadniesz?! - w końcu zaparłam się nogami i musiał na chwilę przystanąć. Odwrócił się do mnie napięcie. Na jego czole malowała się litera "v", która nie wróżyła nic dobrego. Popatrzył mi w oczy, przenikliwym spojrzeniem.
- Nie wierzę ci - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Ugh... - westchnęłam i dalej za nim podążałam, gdzie kol wiek mnie prowadził.
Po paru minutach znaleźliśmy się przed komisariatem. Stanęłam przed nim jak wryta i nie byłam w stanie ruszyć się dalej. Nerwowo przygryzałam wargę.
- Co...? - syknął Sehun - Strach cię obleciał hm? - zaśmiał się złowieszczo.
- Wolne żarty - przymrużyłam oczy.
Chwilę potem, chłopak ciągnął mnie do środka siłą. W środku komisariat wyglądał całkiem schludnie i wcale nie tak strasznie jak mi się zdawało. Ciągle mijałam nowe twarze, widać było, że ludzie tam byli bardzo zapracowani. Weszliśmy do windy. Jako, że budynek był wysoki musieliśmy wjechać, aż na 10 piętro.
- Słuchaj, ja na prawdę nie zabrałam ci tego portfela - zaczęłam błagalnym tonem.
- Nie mam żadnych podstaw do tego, aby tak sądzić - uniósł podbródek.
- Dobra, koniec tego - szybko odszukałam przycisk w windzie "stop" i nacisnęłam go czym prędzej. Po chwili zatrzymaliśmy się.
- Co ty robisz?! - wrzasnął oburzony - chyba ci na mózg padło.
- Może i tak, ale na pewno nie tak bardzo jak tobie! Nie ukradłam ci tego portfela okej?! - byłam gotowa rzucić sie na niego ze złości.
- To dlaczego tak o chowałaś, gdy do ciebie podszedłem?!
- Nie miałam pojęcia, że był twój! I wcale go nie chowałam!
Chłopak jakby przemyślał dopiero co moje słowa i zamyślił się.
- Okej. Niech ci będzie, wierzę ci - machnął ręką - ale! - pokazał na mnie palcem - dla udowodnienia mi swojej niewinności, kupisz mi kawę - przymrużył oczy.
- A co ja twoja służąca? - oparłam ręce na biodrach.
- Zawsze możemy jechać na górę - spojrzał na sufit windy.
- Ugh... - westchnęłam ciężko - Niech ci będzie - pokręciłam głową.
Blondyn odsunął mnie i podszedł do panelu windy.
- No wciśnij ten guzik i idźmy już stąd - powiedziałam zniecierpliwiona.
- Em... - podrapał się w głowę - No naciskam - uderzył lekko pięścią w panel, próbując go uruchomić - ale to coś nie działa!
- Pokaż - odsunęłam go.
Powoli nacisnęłam guzik i rozejrzałam się. Nic.
- No to chyba nie możliwe! - rozżaliłam się - nie dość, że jestem na komisariacie, to jeszcze z tobą - pokazałam na chłopaka.
Powoli osunęłam się na ziemię.
- Mam nadzieję, że szybko nas stąd wyciągną - westchnęłam raz jeszcze.
- Aż tak przeszkadza ci moje towarzystwo - odwrócił wzrok i również usiadł.
Spojrzałam na niego. Widać było, że trochę zabolały go moje ostatnie słowa.
- Zastanówmy się. Jak może cieszyć mnie towarzystwo kogoś, kto tak agresywnie się wobec mnie zachowuje? - przewróciłam oczami.
- No dobra okej... - przygryzł wargę - prze... przepraszam - burknął.
- Eh... Wcale mi tak nie przeszkadzasz - próbowałam załagodzić sytuację - jest nawet okej - uśmiechnęłam się pod nosem.
chłopak uśmiechnął się do siebie, ale próbował to ukryć.
- Wiesz... Jako, że jestem taki popularny... Myślałem, że jesteś nawiedzoną fanką i za wszelką cenę weźmiesz portfel ze sobą na pamiątkę czy coś - powiedział lekko zakłopotany.
- Nawet do niego nie zajrzałam, ale... raczej nie zrobiłabym czegoś takiego.
- A co? Nie lubisz mnie?
- Nie o to chodzi... Jako osoba... Jesteś okej - stuknęłam go lekko pięścią w ramię z uśmiechem - Jako gwiazda... Nie mam pojęcia...
- Ty też jesteś okej - uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy.
Przeszedł mnie lekki dreszcz, gdy ujrzałam jego uśmiech. Dopiero wtedy zauważyłam, że z każdym zdaniem przysuwaliśmy się do siebie coraz bardziej i bardziej, całkowicie podświadomie. W końcu stykaliśmy się ramionami.
- Jest ci zimno? - zapytał w końcu - strasznie się trzęsiesz.
- Tak troszkę - powiedziałam, zgrzytając zębami.
Dzisiejszy dzień był ciepły, więc nie wzięłam nawet bluzy, ale siedzieliśmy w tej windzie już bardzo długo i stanowczo się ochłodziło. Spojrzałam na Sehuna, który siedział w koszulce na krótki rękaw.
- Tobie też musi być zimno - powiedziałam otulając się ramionami.
- Tak troszkę - przygryzł wargę - wiem, że to dziwne pytanie, ale... czy mogę cię przytulić?
Zamurowało mnie. W podświadomości już wcześniej chciałam, żeby to zrobił, ale nie liczyłam na to. Teraz po prostu zabrakło mi języka w buzi. Zamiast odpowiedzieć, kiwnęłam mu głową na znak, że się zgadzam. Blondyn ułożył nas w taki sposób, że siedziałam między jego nogami i opierałam się o jego tors. Moje serce z każdym jego dotykiem uderzało coraz mocniej i mocniej, jakby liczyło czas.
- Chcę... Chcę czegoś spróbować - powiedział, obracając mój podbródek w swoją stronę.
Nie zdjął z niego ręki. Patrzyliśmy sobie w oczy. Byliśmy niebezpiecznie blisko.
- Czego? - "głupie pytania zadajesz" skarciłam się w myślach.
- Czegoś, co chciałem zrobić przez cały dzisiejszy dzień - jego oddech był coraz szybszy.
Bardzo powoli zbliżył swoje usta do moich. Na początku nieśmiało tylko je musnął, ale zaraz potem rozpoczęliśmy długi, namiętny pocałunek. Obróciłam swoje ciało, żeby móc objąć Sehuna za szyję. Jego dłonie spoczęły na mojej talii.
Po paru minutach usłyszeliśmy jakby trzask. Oderwaliśmy się od siebie. Ja ze strachu jeszcze mocniej przytuliłam się do Sehuna.
- Co to było? - zapytałam przerażona.
- Nie mam pojęcia - powoli pomógł mi wstać.
Znowu usłyszeliśmy trzask, ale jakby głośniejszy niż poprzedni. Minęło parę sekund, a winda ruszyła.
- Uratowani! - ucieszyłam się.
Trafiliśmy na trzecie piętro komisariatu, gdzie czekało na nas paru elektryków i konserwatorów.
- To zdaję się, że już będę się zbierać - powiedziałam ze spuszczoną głową.
Chłopak przeszukał kieszenie i wyjął mały zwitek papieru. Rozwinął go i długopisem, który wcześniej zabrał z biurka policjanta, napisał coś. Zaraz potem oddał mi go i puścił oko.
- Muszę już iść. Gdybym nie miał teraz czegoś do załatwienia... Na bank odprowadziłbym cię do domu - szybko mnie pocałował i udał się w stronę wyjścia - masz dzisiaj zadzwonić - rzucił przez ramię.
wtorek, 16 kwietnia 2013
[Od Heisoo] UWAGA! PILNE!
Hm... Nie wiem jak mam Wam to napisać, ale na chwilę obecną muszę zawiesić bloga. Bardzo mi przykro z tego powodu, ale mama zabiera mi dzisiaj komputer (za cudowne oceny) i nie mam pojęcia zielonego, kiedy mi go odda TT^TT
Ale nie bądźcie smutni, bo gdy tylko dostanę go z powrotem, zacznę na nowo pisać scenariusze. Będę nadrabiać zaległości w dedykach i będę się starać jak najczęściej do Was zaglądać. Trzymajcie za mnie kciuki, aż poprawię swoje oceny :D
niedziela, 14 kwietnia 2013
[Ren] Pierwszy Raz
Siedziałam w parku na ławce. Grubymi, puszystymi płatkami padał śnieg. Wszystkie drzewa były nim przykryte. Każde źdźbło trawy pod nim spoczywało. Cieszyłam się spokojem. W końcu nie tak często mogłam się aż tak odprężyć. Nie patrzyłam na ludzi, chodź nie było ich tam zbyt wielu. Nikt nie przyciągał mojej uwagi. Tylko biała płachta. Na gałązkach drzew utworzyły się sople. Wyglądały wtedy niczym tysiące diamentów. Powoli otworzyłam torbę i wyjęłam z niej chusteczki do nosa. Spokojnie zaczęłam go wycierać, gdy nagle ujrzałam coś, albo raczej kogoś... nadzwyczajnego. Białowłosy chłopak stał jakieś 50 metrów ode mnie po kostki w śniegu. Był lekko odwrócony, przez co widziałam tylko kawałek jego twarzy. Nie uśmiechał się, powiedziałabym raczej, że... był smutny. W około niego nie było drzew, toteż mogłam spokojnie go obserwować. Blondyn wyciągnął rękę z kieszeni i ściągnął rękawiczkę, odsłaniając długie, białe jak porcelana dłonie. Po chwili delikatnie uniósł ją ku górze, aby złapać jeden z płatków śniegu.
Nie mogłam oderwać od niego oczu, jakby mnie zachipnotyzował. Siedziałam i patrzyłam. Moje serce oderzało niczym młot. Tak bardzo chciałam do niego podejść, ale... co bym mu powiedziała? Blondyn powoli zaczął się cofać w moją stronę. Był do mnie odwrócony plecami, więc pewnie mnie nie widział. Zbliżał się coraz bardziej i bardziej. W końcu wyszedł butami ze śniegu na chodnik. Nie dzieliło nas więcej niż może metr. Stał tyłem i oddychał ciężko, jakby czegoś się przestraszył. Po cichu wstałam i chciałam zapytać czy wszystko w porządku. Niestety zrobiłam to trochę za późno. Chłopak również się cofnął, przez co zderzyliśmy się i oboje wylądowaliśmy na zimnym, brudnym chodniku.
- Nic ci nie jest?! - zaczął krzyczeć z przerażeniem - OMO! Co ja narobiłem?! Jesteś cała?! Czy na pewno wszystko ok?!
Spanikowałam. Krzyczał tak głośno, że nie było mnie stać na prostą odpowiedź "tak", zamiast tego ciągle potakiwałam, nerwow przełykając ślinę.
- Nie musisz iść do szpitala czy coś?! - złapał mnie za ramiona i popatrzył mi w oczy.
Spojrzałam na niego z wybałuszonymi oczami. Serce zabiło mi mocno. Po chwili chłopak zorientował się o co mi chodzi i puścił, przepraszając przy tym jakieś dziesięć razy.
- Jak ja ci to wynagrodzę? - podrapał się po głowie - kawa? - zaproponował.
- Spacer? - zapytałam nieśmiało.
Wydawał się być lekko zbity z tropu, ale przytaknął z entuzjazmem.
Spacerowaliśmy przez dobre dwie godziny. Każda chwila z nim spędzona, mijała nizmiernie szybko. Pokonałam strach i starałam się rozmawiać z nim normalnie. Ren. Jego ksywka. Nie znałam go dobrze, ale zdawało mi się, że mogę powiedzieć mu każdą, nawet najmniejszą rzecz, która mnie martwi.
- Czemu byłeś tutaj sam? - zapytałam w końcu.
- Poczułem, że właśnie tutaj muszę przyjść. Nie wiem... Coś tak mnie tutaj ciągnęło... Ale pewnie uznałaś, że jestem trochę dziwny... - odwrócił wzrok, lekko skrępowany.
- Niby dlaczego miałabym tak pomyśleć? - spojrzałam na niego pytająco.
- Nie jestem... Nie jestem... Zwykły... Ja... Często lubię być sam - skrzywił się - i niektórym to przeszkadza... Mówię zawsze to co myślę. Zachowuję się inaczej... Niektórzy uważają wręcz, że jestem psychicznie chory - przygryzł wargę.
- Hm... Nie sądzę, żebyś był psychicznie chory... - uśmiechnęłam się do niego.
- Dziękuję, że to mówisz - przystanął.
Obróciłam sie do niego. Stał bez ruchu i uśmiechał się do mnie, ale to był... zimny uśmiech. Przepełniony smutkiem i cierpieniem. Podeszłam do niego.
- Czemu nie idziesz? - przetarłam twarz ze śniegu.
- To dziwne... - nie przestawał się uśmiechać.
- Co takiego? - zdziwiłam się.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
W tej chwili nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- N... Nie wiem - zająknęłam się.
- Nigdy ci się nie zdarzyło? - zaśmiał sie cicho.
- Raczej... nie - odwróciłam wzrok - a.. a ty?
- Hm... - uśmiechnął się sam do siebie.
- Co hm? - naciskałam.
- Tak...
- No to masz szczęście, ja sama jeszcze nie... - przerwałam.
Ren zbliżył się do mnie. Schwylił się lekko tak, aby nasze czoła się zetknęły. Uśmiechnął się i powoli złożył na moich ustach delikatny, ale namiętny pocałunek. Trwał on może sekundę, może dwie. Blondyn po chwili znowu się oddalił i z uśmiechem na twarzy powiedział:
- Dziś był mój pierwszy raz - zaśmiał się i wtedy po raz ostatni widziałam go tamtego dnia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to teraz tak trochę ode mnie. Mam parę zamówień od was, ale niestety nie udało mi się ich kompletnie spisać. Oto lista tych, które sobie zapisałam:
Sehun -> Yuki
Kiseop -> Rosalie Levi
Jongup -> Ania Adamczyk
Tych, którzy coś zamawiali, a nie ma ich na liście (a na pewno tacy są) proszę, o napisanie pod tym postem raz jeszcze. Przepraszam was, ale laptop mi szwankuję i nie widzę tego, co piszecie pod innymi postami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Odnośnie przerwy, wiem, że mnie długo nie było. Mama po prostu lubi zabierać mi komputer, ale teraz już postaram się regularnie dodawać coś na bloga ;)
No to teraz tak trochę ode mnie. Mam parę zamówień od was, ale niestety nie udało mi się ich kompletnie spisać. Oto lista tych, które sobie zapisałam:
Sehun -> Yuki
Kiseop -> Rosalie Levi
Jongup -> Ania Adamczyk
Tych, którzy coś zamawiali, a nie ma ich na liście (a na pewno tacy są) proszę, o napisanie pod tym postem raz jeszcze. Przepraszam was, ale laptop mi szwankuję i nie widzę tego, co piszecie pod innymi postami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Odnośnie przerwy, wiem, że mnie długo nie było. Mama po prostu lubi zabierać mi komputer, ale teraz już postaram się regularnie dodawać coś na bloga ;)
piątek, 29 marca 2013
[Amber - dla Aki] Casting
Podejście niektórych ludzi było podłe. Uważali mnie za inną niż wszyscy. Tylko dlatego, że miałam trochę inne poglądy niż oni. Okej, o wiele bardziej odmienne, a łączyło się to z moją orientacją. Wiele razy byłam skrzywdzona przez mężczyznę, wiele razy się zawiodłam. Jeszcze parę miesięcy temu nigdy nie powiedziałabym o sobie, że kiedy kol wiek wolałabym dziewczyny, ale... to się zmieniło.
Był normalny marcowy dzień. Gdyby wyjrzeć za okno, można byłoby dostrzec jeszcze sporo śniegu na ulicach, który tylko czeka na roztopienie przez słońce. Tego dnia wybierałam się do jednej z agencji, aby spełnić swoje marzenia. Od zawsze chciałam występować na scenie, a teraz miałam okazję tego dokonać.
Budynek SM niczym nie różnił się od innych, z wyjątkiem wielkiego napisu "SM TOWN", dzielącego wszystko na 2 części. Czym prędzej weszłam do środka. Nie czekałam długo, aż dostanę swój numerek i szybko udało mi się złożyć papiery. Pozostało mi jedynie czekać. Podczas tego wszystkiego postanowiłam, że trochę poćwiczę. Inni również ciągle ćwiczyli. Podeszłam do fortepianu, który stał tuż przy wyjściu i zaczęłam grać jeden ze swoich ulubionych utworów, a chwilę potem - śpiewać. Poczułam spojrzenia innych na sobie, a zaraz potem podmuch wiatru. Nie przestałam jednak i nadal śpiewałam. Czułam jak muzyka przepływa przeze mnie, sprawiało mi to ogromną przyjemność.
- Bardzo ładnie - usłyszałam jakiś męski głos, zaraz po tym jak skończyłam piosenkę.
Obejrzałam się za siebie i aż zaparło mi dech. Za mną stała Amber. Tak! Właśnie ona! Nie mogłam się mylić co do tego!
- Powinniście ją wziąć, ma dziewczyna kawał głosu! - powiedziała do ludzi, którzy przyszli tuż za nią - trzymam kciuki - puściła mi oko.
Dziewczyny, które obserwowały całą tę sytuację, popatrzyły na mnie wilkiem. Przez następną godzinę ciągle ćwiczyłam - powtarzałam tekst, kroki taneczne... wszystko co było mi potrzebne. Po jakimś czasie podeszły do mnie owe dziewczyny.
- Ładnie śpiewasz - powiedziała jedna z nich - Kiedy twoja kolej?
- Dziękuję... - odpowiedziałam nieśmiało - Za 10 minut.
- Na prawdę masz talent kochanie - długowłosa blondynka pogładziła mnie po ramieniu - wiesz, chcemy ci coś pokazać - zaczęły mnie ciągnąć za sobą.
- Ale ja zaraz mam występ - pokazałam w stronę drzwi głównych.
- Nie martw się, to zajmie tylko chwilę - puściła mi oko trzecia.
Zaciągnęły mnie na korytarz, którego wcześniej nie widziałam. W końcu przystanęłyśmy przy jakichś drzwiach.
- To tutaj - uśmiechnęła się do mnie blondynka - wejdź.
Spojrzałam na nie pytająco.
- A wy? - zdziwiłam się.
- My wejdziemy zaraz po tobie - popędzała mnie.
Weszłam do środka posłusznie. Było tam ciemno. Usłyszałam trzask za sobą. Nie widziałam nic.
- Powodzenia na castingu! - usłyszałam głos jednej z dziewczyn za drzwiami.
Nie widziałam nic. Przed oczami miałam tylko czerń. Zaczęłam wołać o pomoc, ale nikt mnie najwidoczniej nie słyszał. Rozpłakałam się. Nie mam pojęcia ile tam siedziałam, ale stanowczo za długo. Krzyczałam, płakałam, uderzałam o wszystko co się da, ale nic to nie pomogło. To była chyba najgorsza chwila w moim życiu.
Na prawdę nie wiem ile czasu spędziłam zamknięta w tym pomieszczeniu. Nie miałam pojęcia nawet jak ono mogłoby wyglądać. Bałam się postawić nawet jeden krok. Zdarzenie niczym z koszmaru. Oparłam się o drzwi (miałam nadzieję, że to właśnie one) i zastanawiałam się, czy przyszło mi już tam zostać.
- Halo? Jest tam ktoś? - usłyszałam głos.
Natychmiast wstałam i zaczęłam wykrzykiwać.
- Pomocy! Pomóż mi błagam! - darłam się przez łzy.
Ktoś przekręcił zamek w drzwiach. Do środka dostała się jasna łuna. Wybiegłam jak szalona z tej komórki, lądując w objęciach... Amber. Płakałam. Cały czas. Dziewczyna nie puszczała mnie, wręcz przeciwnie. Objęła mnie w talii i tuliła do siebie mówiąc "będzie dobrze". Głaskała mnie po głowie, a ja nie puszczałam jej. Wtedy... poczułam coś do niej.
- Mówisz, że te dziewczyny cię zamknęły? - zapytała, podsuwając mi kawę pod nos.
- Tak... - odpowiedziałam cicho.
- Nie martw się... Zadbam o to, żeby się tutaj nie dostały, wierz mi - sięgnęła w moja stronę po to... aby pogładzić mój policzek.
Poczułam jak to sie nazywa "motyle w brzuchu" przez dziewczynę. Nie byłam w stanie tego zrozumieć.
- Może jednak odprowadzę cię do domu? - Amber pomogła mi nałożyć mój płaszczyk.
- Nie.. dam sobie radę - ukłoniłam się lekko - d... do widzenia.
- Poczekaj chwilę - zawołała do mnie.
Chwyciła mnie mocno za nadgarstek i obróciła w swoją stronę. Stanęłam jakbym połknęła kij. Dziewczyna zbliżyła się do pocałunku, ale zamiast tego... w ostatniej sekundzie cmoknęła mnie w policzek. Spojrzałam na pytająco. Ona tylko się zaśmiała. Wzięła moją dłoń i złożyła na niej zwitek papieru, po czym po prostu odeszła. Natychmiast wyczytałam zawiniątko. Był na nim numer telefonu oraz krótka wiadomość: "gdy płaczesz nie mogę zrobić nic więcej. uśmiechnij się".
środa, 27 marca 2013
[Donghae - z dedykacją dla Pat] Płatki
Ile możesz dać by znaleźć swoją prawdziwą miłość? Trudne pytanie nieprawdaż? Każdy ma swoje zdanie na ten temat. Jedni nie szukają, bo uważają, że miłość i tak prędzej czy później do nas przyjdzie, a inni na siłę szukają uczuć. Co jest lepsze? Na to pytanie jeszcze jakiś czas temu sama nie potrafiłam odpowiedzieć. Ja po prostu nie robiłam nic.
Zima nie dawała nikomu spokoju. Każdy miał powoli jej dość. Ciągłe mrozy, zero słońca. Większość ludzi popadało w tak zwaną "depresję bezsłoneczną" jak ja to nazywam. Mnie również wiele rzeczy nie cieszyło. Wstawałam z wielkim wysiłkiem każdego poranka, powtarzając sobie w kółko "jeszcze trochę i będzie wolne", ale to i tak nic nie dawało. Jednak pewnego dnia... Ktoś zmienił moje podejście do życia.
Było już grubo po dziesiątej wieczór. Każdy normalny człowiek o tej porze siedziałby w ciepłym domu, ale przecież nie ja. Ja właśnie wtedy musiałam mieć ochotę na płatki. No tak, płatki. Śniadaniowe, najlepiej czekoladowe. I właśnie wtedy, o tej dziesiątej udałam się do sklepu. Dosyć długo szukałam moich ulubiionych. Gdy już wreszcie udało mi się je złowić w tym gąszczu przeróżnych firm, natychmiast udałam się do kasy.
Kolejka była dosyć spora jak na tę porę. Przede mną stało co najmniej pięć osób z dużymi zakupami. Zniecierpliwiona, patrzyłam na zegarek. Miałam już ochotę iść do domu i zjeść te cholerne płatki.
- Proszę następną osobę - powiedziała ekspedientka.
Od razu ruszyłam pędem do kasy, ale... nie tylko ja. Razem ze mną pchał się jeszcze chłopak. Zakładałam, że był w moim wieku. Sporo wyższy. Brązowooki blondyn. Nie miałam z nim szans, przepychał się tak, że wylądowałam za nim. Bardzo mnie to zdenerwowało. Ja zamierzałam zjeść moje płatki, a on mi to utrudniał. Rzuciłam swój towar na taśmę tak, że wylądował wśród jego zakupów. Chłopak był tak przejęty samym sobą, że chyba nawet nie zwrócił na to uwagi.
- To będzie 25000 won - powiedziała ekspedientka.
Blondyn posłusznie zapłacił i zajął się pakowaniem swoich zakupów. Obeszłam go i czym prędzej zwędziłam opakowanie.
- Yah! - usłyszałam za sobą męski głos.
Zatrzymałam się i powoli, powoli się obróciłam. Ze sztucznym uśmiechem na twarzy, zaczęłam chować płatki za plecami. Chłopak stał jakieś dwa metry ode mnie. Wyglądał dosyć zabawnie z tą siatką zakupów, szczególnie, że miał na sobie czapkę z kocimi uszami.
- Co ty sobie myślisz?! - wrzasnął - oddawaj to!
- Wepchałeś się, to teraz płać - wzruszyłam ramionami i postawiłam krok do tyłu.
- No i co z tego, że się wepchałem? Muszę nakarmić wielu ludzi! - postawił krok do przodu.
- Wielu ludzi? To kim ty niby jesteś? - uniosłam brwi, cofając się powoli.
- Popatrz sobie na tę twarz, to może cię olśni - wykonał gest, który miał mnie niby zachęcić do obejrzenia sobie jego lica, przy tym dostawiając krok w moją stronę.
- Czekaj... Gwiazda? Super Junior? - prychnęłam - I kogo ty niby musisz wyżywić?
- Chyba sobie kpisz - przysunął się - oddawaj te płatki!
- Nie mam takiego zamiaru!
- Po co ci one?! - coraz bliżej i bliżej.
- Bo tak, nie mogę?! - spokojnie się wycofywałam.
- Jak ja nie znoszę takich dziewczyn! - tupnął lekko nogą.
- A ja takich facetów! Co to się wpychają bez kolejki bo myślą, że im wolno! - skrzyżowałam ręce na piersiach.
- A ja takich co to podrzucają komuś, żeby za niego zapłacił! - zaczął przyspieszać.
- Dawaj te płatki! - zaczął mnie gonić.
Próbowałam uciec, ale był zbyt szybki. W jednej chwili powalił mnie na ziemię. Wylądowaliśmy w dosyć dziwnej pozycji. Pode mną leżały płatki, a na mnie leżał blondyn. Trzymał mnie, żebym przypadkiem nie uciekła. Czułam co dzieje się z jego ciałem, jego ciepło, zapach wody kolońskiej. Podobało mi się to. Moje serce zabiło szybciej.
- Złaź ze mnie! - krzyknęłam do niego.
- Jak masz na imię? - zapytał, ale tym razem już spokojniejszym tonem.
- _____ - burknęłam.
- _____ ja nie mogę się ruszyć - zrobił skruszoną minę.
- Co ty mi tutaj insynuujesz?! - oburzyłam się - złaź natychmiast bo zacznę krzyczeć!
- Już krzyczysz... Mówię poważnie... Zahaczyłem szalikiem o ten gwóźdź, który jest tuż przy twojej głowie.
Obróciłam się lekko. Faktycznie. Byliśmy unieruchomieni.
- Mów mi Donghae - powiedział w końcu - możesz już sobie zabrać te płatki.
Jego twarz była jakieś 15 może 20 centymetrów od mojej. Jego oddech, czułam na swoich policzkach.
- Zabawne... Nie znamy się prawie wcale, a już mi się wydaje jakbym poznał cię na wylot - zbliżył się jeszcze bardziej, żeby mi się przyjrzeć.
Oblałam się rumieńcem. Nic nie mówiłam. Nie mogłam po prostu wydusić z siebie słowa.
- Dlaczego tak patrzysz? - spytałam w końcu, onieśmielona jego spojrzeniem.
- Bo bardzo chciałbym teraz coś zrobić, ale... muszę się powstrzymać - skrzywił się.
- Co takiego? - obróciłam lekko głowę.
Donghae nie powiedział ani słowa, jakby trawił moje pytanie. Po chwili tylko już się do mnie uśmiechnął, a potem już tylko zamknęłam oczy. Blondyn pocałował mnie namiętnie. Moja ręka powędrowała na jego policzek. Był zimny, ale jednocześnie taki ciepły.
- Dasz mi swój numer? - zaśmiał się, ocierając usta rękawem.
- Chyba nie mam wyboru - odwzajemniłam jego uśmiech.
(Jak już pisałam możecie u mnie prosić o scenariusze z dedykacją :D Już parę osób z tego skorzystało, dlatego zachęcam. Możecie wtedy poprosić o swojego biasa. Oczywiście nie zawsze będę w stanie spełnić waszą prośbę, ale zawsze będę się starać, dlatego też zachęcam :3 )
piątek, 22 marca 2013
Zbaczając z tematu (od Heisoo)
No, więc zbaczając z tematu ostatnio sporo się pozmieniało. Łącznie z tym, że zaczęłam komponować własną muzykę na pianino. Nie mam w sumie gdzie się tym pochwalić, więc wstawiam tu. Komentujcie, piszcie co uważacie. To na prawdę ważne, żeby usłyszeć waszą opinię (chodź nie jest to wgl związane z K-Popem). Tak, więc czekam na wasze komentarze jak i opinie :3
http://w319.wrzuta.pl/audio/82Pc5Pg1dAY/heisoo_-_for_someone
http://heisoo.wrzuta.pl/audio/0eWcxc20WGe/heisoo_-_despair_over_the_piano_unofficial_ver.
PS. Wiem, że jakość nie jest zachwycająca, ale jakoś trzeba sobie radzić ^^
PPS. KOCHAM WAS, ŻE OJEJKU <3
http://w319.wrzuta.pl/audio/82Pc5Pg1dAY/heisoo_-_for_someone
http://heisoo.wrzuta.pl/audio/0eWcxc20WGe/heisoo_-_despair_over_the_piano_unofficial_ver.
PS. Wiem, że jakość nie jest zachwycająca, ale jakoś trzeba sobie radzić ^^
PPS. KOCHAM WAS, ŻE OJEJKU <3
[Kyuhyun cz.III] Tu i Teraz
Zimny powiew klimatyzacji wywołał u mnie gęsią skórkę. Czułam się podle. Nie mogłam go zostawić. Przynajmniej nie teraz, gdy poczułam do niego coś tak silnego. Nie byłam wręcz w stanie tego zrobić.
Ojciec trzymał mnie kurczowo za rękę. Nie puszczał, bo dobrze wiedział, że mogę uciec w każdej chwili. Ruch na lotnisku był ogromny. Większego sajgonu to ja jeszcze nie widziałam. Tabuny ludzi, przeciskających się pomiędzy sobą z toną walizek i bagaży. Spojrzałam na tablicę odlotów. Przymrużyłam oczy, żeby dojrzeć małe literki. Nasz samolot miał startować za około 2 godziny. "Niech stanie się cud" powtarzałam sobie w głowie cały czas.
- ____! Czego się tak wiercisz?! Nie możesz spokojnie siedzieć i czekać?! - wrzasnął tata.
- Tato... Ja muszę do toalety... - skłamałam.
Ojciec spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Niech ci będzie - na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia - Masz 15 minut.
- Ej! Na czas?! - oburzyłam się.
- Czas ci leci - wskazał na zegarek.
Czym prędzej popędziłam do najbliższej toalety. Weszłam do pierwszej lepszej kabiny i zamknęłam sie szczelnie. Wyciągnęłam swój telefon i wybrałam numer do Kyuhyuna. Oparłam się o zimną kafelkowaną ścianę i powoli osunęłam na ziemię. Nikt nie odbierał. Jakby o mnie... Zapomniał. Wykręciłam numer raz jeszcze. Liczyłam coraz to kolejne sygnały, aż do ponownego włączenia się sekretarki. Oddech mi się przyspieszył. Byłam w kropce. Nie miałam pojęcia co zrobić. Napisałam mu wiadomość "Lotnisko Incheon. Za godzinę i 45 minut odlatuję". Klik i wysłane.
Spojrzałam na zegarek. Za minutę kończył mi się czas. Powoli wstałam z ziemi i ciężko pchnęłam drzwi, kierując się do wyjścia.
- Spóźniona o całe 17 sekund! - usłyszałam nad sobą warczenie tatusia.
- Tak, tak wiem - westchnęłam.
Nie za bardzo zwracałam na niego uwagę. Nie byłam w nastroju, żeby żartować w tej chwili. Patrzyłam się w okno, bez żadnej woli przetrwania. Podkuliłam pod siebie nogi i zagryzłam wargi. Tata, widząc w jakim jestem stanie, zostawił mnie w spokoju. Cieszyło mnie to, a z drugiej strony tak wiele chciałam mu wtedy powiedzieć.
Czas mijał, a ja nadal nie dostałam żadnej wiadomości od Kyu. Martwiłam się. Bardzo się martwiłam. Wychodziłam z siebie. Ciągle nachodziła mnie chęć zwyczajnego rozpłakania się, ale starałam się być twarda i radzić sobie z tym wszystkim jak się da.
- Na pewno nie chcesz tej kanapki? - zapytała ponownie mama - nic nie jesz od wczoraj. Czy coś się stało?
- Nie... - ponowne kłamstwo - to tylko nerwy...
Podniosłam się wreszcie i zaczęłam spacerować po hali odlotów. Rozglądałam się za czymś, co nie mogło nastąpić.
- Samolot numer 294 do Paryża, prosimy wszystkich pasażerów o udanie się na pokład - usłyszałam nagle.
To był mój samolot. "Tylko nie to!" pomyślałam. Zaraz potem zjawiła się mama, która siłą zaciągnęła mnie do tej cholernej latającej maszyny. Z wielkim trudem udało im się zmusić mnie, abym zasiadła na swoim miejscu. Szarpałam się, gryzłam i krzyczałam, niestety na próżno.
W końcu poddałam się. Zrezygnowana opadłam na siedzenie i popatrzyłam tęsknym wzrokiem w stronę lotniska za małym okienkiem. W rzędzie, w którym siedziałam, byłam sama. Nikt więcej koło mnie nie siedział. Nawet rodzice dostali miejsca o parę stanowisk dalej. Po policzku spłynęła mi łza. "Bądź twarda. Będzie dobrze" powtarzałam sobie.
- Przepraszam, czy tutaj jest wolne? - nagle usłyszałam nad sobą znajomy akcent.
Uniosłam powoli głowę. Nie mogłam się pomylić. Kyuhyun stał nade mną, z chusteczką w dłoni. Czym prędzej się na niego rzuciłam i zaczęłam ściskać, całować, tulić. Nie można było wyrazić słowami, jak wspaniale wtedy się czułam.
Po chwili czułości oboje zasiedliśmy na miejscach.
- Dlaczego? Czemu? - nie umiałam się wysłowić.
- Nie mogłem pozwolić na to, żebyś poleciała gdzie kol wiek beze mnie - zaśmiał się - dlatego wykupiłem bilet na ten właśnie lot, specjalnie właśnie koło ciebie.
- A co będzie dalej? - zapytałam.
- Liczy się tylko to, co jest tu i teraz kochanie - pogłaskał mój policzek.
Powoli nasze wargi zetknęły się w delikatnym pocałunku. Miał rację. Liczyło się tylko tu i teraz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






